Foto blog trzech kocich zapaśników widziany oczami ich sługi uniżonej ...
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Tagi


Najlepsze Blogi

Kocie Blogi :)










od25.o3.2011




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wpisy z tagiem: Filip - historia

niedziela, 13 czerwca 2010

Filipek to powodziowy weteran .

W 1997 Filipek miał niemal rok jak była w kraju powódź ...

To był ciężki rok dla kraju i dla nas też ...

Nas nie zalało ,ale właśnie robiliśmy  generalny remont całego mieszkania .

Wiosną tego roku wyprowadziliśmy się na czas remontu do mojej mamy na dłuuuugie cztery miesiące - z córcią , z kotem Filipkiem i króliczkiem - Łatką.

Mama mieszkała na parterze więc blisko na dwór -jak dla kota ;)

Filippo był młokosem i zawsze cykorem... i mieszkając na parterze o dziwo nie uciekał nam z tego okna :)

Siedział sobie grzecznie na parapecie i spoglądał na trawkę pod oknem , rozglądał się po okolicy ...

Gdzieś po 2 tygodniach obserwacji zaczął jednak zeskakiwać na ten trawnik  i już rozkoszował się trawką z bliska:)

Po niedługim czasie miał opanowany trawnik w promieniu kilku metrów od okna ,brykał jak tygrysek z Kubusia Puchatka w bujnej trawie i uganiał się za motylami i innym owadami :)

Motyle znosił do domu i próbował się nimi bawić ;)

Oczywiście zawsze zabierałam i wypuszczałam na wolność ;)

Kiedyś miał bliskie spotkanie z osą lub pszczołą i pół dnia przesiedział za kanapą zanim go znalazłam :(

Miał spuchnięty pysiu :( Robiłam jakieś okłady ,sprawdziłam czy nie ma jadu i jakoś przeszło .

Od tego czasu nigdy tych owadów nie rusza.

Najśmieszniejsze jednak było to że chodził co dzień na trawnik ,a jak mu się coś zachciało, to tak gonił do domu , że nie mógł na zakręcie wyrobić ...do kuwety oczywiście ;))

Jak już byliśmy z ok 4 miesiące to zajarzył że można te potrzeby robić na dworze ;/

No i wkrótce była przeprowadzka do wyremontowanego mieszkanka :)

W tym roku  (2010) kolejna powódź w kraju i tak mnie naszły wspomnienia ...

Tym razem możemy sobie bezpiecznie mieszkać w swoim domu i po 13 latach od tamtej powodzi mamy już trzy koty... a Filipek ma dwóch duuuużo młodszych braciszków :)

piątek, 21 sierpnia 2009

Początki Filipka u nas :

Koty w domu były niemal zawsze i wiele innych zwierząt też. Ale o tym innym rezem.

Filip pojawił się u nas po stracie naszego ukochanego kota Figi(mieszańca syjamskiego) Widząc moją rozpacz po stracie Figi, mój TŻ z córką wyruszyli na rowerach w poszukiwaniu "nowego" kotka dla mnie.

Miał to być oczywiście taki sam kot jak Figa albo rudy. Gdzieś po 3 dniach poszukiwań przywieźli ;/karzełka z krzywymi nogami i pogniecionymi wąsami -biało- szarego brzydala ;/ Oczywiście nie wiem kiedy zakochałam się w nim na zabój ;)

Po troskliwej opiece wyrósł na pięknego i wielkiego kocurka;)

Od poprzednich właścicieli wiedzieliśmy tylko że urodził się 5 czerwca 1996 i że ma na imię Filip.

Dziewczynka (mieszkanka z jakiegoś ruskiego osiedla )która wręczała kotka mojej córci powiedziała zaciągając z ruska - "On się Fielip nazywa ".

No i czasem tak do niego mówimy -Fielip :)))

 

--------------------------------------------------------

 

Opowieść o bajecznym wypadzie Filipa na zieloną trawkę :

 

Filip od zawsze był kotem niewychodzącym.

Ale wymarzyliśmy sobie że jak już kupimy autko to będziemy kociambra zabierać ze sobą na zieloną trawkę, niech sobie motyle połapie, trawkę powącha , no i że może będziemy go na wakacje zabierać jak dobrze pójdzie...

Auto pojawiło się późno - kot już swoje lata miał - stuknęła mu dyszka !

Ale co tam ,lepiej późno niż wcale ;)

Razem z córcią zapakowałyśmy kotka do kosza i w drogę...

Całą drogę kocio darł japę ...

Myślałyśmy że jak zobaczy trawkę i przestrzeń to mu przejdzie ;)

To było pod koniec lata, odludne miejsce, blisko plaża nad jeziorkiem i blisko mały lasek. Żywego luda. Niby super ,tego chcieliśmy :)

Otwieram więc kosz, łapię za smycz ,a Filip jak wyskoczył, jak się zaszamotał !

Zrobił się dwa razy większy niż jest,wyśliznął się z'' bardzo dobrych''szelek i myk do lasu !

Smycz miałam w ręku ,a kota w lesie !

Biedak był w szoku, bał się naszego auta i wszystkiego, nawet nas. Chodziłyśmy za nim po tym lesie, łapałyśmy, on się wyrywał, drapał i uciekał :(

Przypomniało mi się że mam mały kocyk w koszyczku i że można go wykorzystać- jak na animal planet z dzikusami ;)

Złapałam go w ostatniej chwili za ogon jak się wspinał na drzewo -zarzuciłam kocyk na głowę ,złapałam mocno i zaniosłam do kosza .Razem z córcią wciskałyśmy go do tego kosza - tyle miał siły .Sama nie dałabym rady .

Mówię wam ... byłam podrapana, zakrwawiona, a nogi z waty - bo się bałam że go stracimy :((

Dobrze że to córcia prowadziła, bo ja z Filipem nieżywi ze strachu.... Jak już go miałam na rękach, to czułam jak mu wali serce. Bałam się że mi na zawał zejdzie :(

Byliśmy szczęśliwi że wróciliśmy do domciu :)

Filipek od razu odżył :)

I w ten sposób pozbyliśmy się marzeń o wspólnych wypadach z Filipkiem ;)